Sesja narzeczeńska z krokusami

Sesja narzeczeńska z krokusami

 

Krokusowy szał sprzed paru tygodni dał się we znaki. Turyści, którzy koniecznie chcieli podziwiać to przepiękne wiosenne zjawisko, licznie przyjeżdżali na Podhale, powodując ogromne korki na drodze do Doliny Chochołowskiej. Na szczęście dla mnie i bohaterów tej sesji narzeczeńskiej, jest to widok, którym możemy napawać się co roku, nie musząc stać w korku. Te przepiękne fioletowe symbole tatrzańskiej wiosny, idealnie komponują się na tle jeszcze ośnieżonych gór. Można by rzec, że krokusy to nie tylko symbol odrodzenia przyrody, ale także pięknej i trwałej miłości. Często rozkwitają tuż przed opadem „wiosennego” śniegu, a gdy to się zdarza, potrafią rozwinąć po raz kolejny, gdy tylko śnieg znika.

Zdecydowanie mogę powiedzieć, że widok pierwszych kwiatów, które spotykamy zaraz po srogiej zimie, cieszy nasze oko stokroć bardziej, niż najbujniejszy bukiet letnich roślin.
Łąki pokryte dywanem krokusów, zachwycają nas swoim pięknem, a także motywują do przeżycia nowych wspaniałych przygód. Jedną z nich miałem okazję przeżyć fotografując Magdę i Michała. Ciepło wiosennego słońca, początek odrodzenia przyrody, a przede wszystkim nieprzemijająca miłość to główne motywy naszej wspólnej sesji zdjęciowej.

Bohaterzy pleneru, podobnie jak ja, na co dzień zachwycają się krajobrazem tatr, pejzażem podhalańskich łąk, dolin i lasów. Było mi bardzo miło, gdy postanowiliśmy wykonać zdjęcia, które nie tylko opowiadają o miłości dwóch osób, ale także o ich miłości do gór i natury. Zależało mi, aby dobrze skomponować i połączyć ze sobą potęgę miłości z potęgą przyrody oraz tatr.

 

 

 

 

 

Pierwsze wiosenne promienie słońca

 

Już na samym początku sesji przywitało nas słońce, dzięki któremu udało mi się wykonać ciepłe i przyjemne dla oka – w swojej kolorystyce fotografie. Starałem się jak najlepiej pokazać autentyczność wspólnie spędzonych chwil zakochanych, a także ukazać ich prawdziwy charakter.
Uśmiech, który był cały czas obecny, przypominał mi radość z pierwszych wiosennych promieni słońca, które czujemy na twarzy. Dlatego starałem się, aby w każdym zdjęciu uchwycić wiosnę, czułość, a przede wszystkim radość z wspólnego życia.

 

Miłość to tworzenie wspólnych chwil, które pozostają w pamięci. To one dają nam moc do ciągłego kroczenia dalszą drogą.

 

 

 

 

Na sesję narzeczeńską z Magdą i Michałem wśród krokusów zdecydowaliśmy się dosyć spontanicznie w ciągu kilku godzin. Zmotywowała nas do tego wyjątkowo ładna pogoda w jeden z pierwszych prawdziwie wiosennych dni na Podhalu. Mnie osobiście bardzo ciągnęło w plener gdy tylko temperatura wzrosła i pojawiło się wiosenne słońce po wyjątkowo surowej i mroźnej zimie w tym roku. Uwielbiam zimowe plenery, gdy biel śniegu tworzy przepiękne tło do zdjęć. Fotografowane przeze mnie pary o wiele chętniej mocno się do siebie przytulają. Jednak wiosna jest porą roku w której wszystko dookoła rodzi się na nowo, a w ludziach budzą się skrywane czasami pozytywne emocje. W ten czas nawet u najbardziej ponurego człowieka udaje zauważyć się szeroki uśmiech od ucha do ucha. Z drugiej jednak strony u Magdy i Michała o uśmiech nie trzeba było prosić. Nie wiem czy to ta wyjątkowa aura tak na mnie wpłynęła, ale fotografowało mi się znakomicie.

Celem naszej wycieczki było znalezienie fioletowego dywanu krokusów, na którym nie będzie tłumu turystów. Po wcześniejszym krótkim objeździe podhalańskich miejscowości miałem wybrane idealne miejsce na tą sesję narzeczeńską. Ci którzy mnie znają to wiedzą, że w trakcie wykonywanie zdjęć, w mojej głowie na bieżąco pojawiają się bardziej lub mniej szalone pomysły. Nie inaczej było i tym razem. Po drodze do docelowej lokalizacji wymyśliłem, że zrobimy zdjęcia przy potężnych balach składowanych opodal jednej z firm zajmującej się budową góralskich domów. Mimo, że dookoła nie było ciekawych miejsc do fotografowania, same bale stworzyły doskonałe tło do zdjęć.

Zanim dotarliśmy do upragnionych pól krokusów postanowiłem pokazać „mojej” parze ciekawe miejsce, które z wiosną miało wspólnego tyle co oscypek z paprykarzem szczecińskim, a mianowicie zabrałem ich na opuszczoną skocznię narciarską w Chochołowie. Jeśli po przeczytaniu tego postanowicie się tam wybrać to nie polecam wychodzić na sam szczyt, grozi to runięciem całej konstrukcji.  Wracając do tematu sesji narzeczeńskiej – na skoczni wykonaliśmy kilka zdjęć, które w swój ciekawy sposób różnicują ten plener.

 

 

 

 

 

 

Dotarliśmy!

W końcu udało nam się osiągnąć cel. Fotografując na szafranowych polach uważajcie, żeby nie zdeptać tych fioletowych roślin! Przykro jest patrzeć, gdy samochody turystów (którzy notabene przyjechali zobaczyć te piękne kwiaty) są zaparkowane bezpośrednio na krokusach! My oczywiście zachowaliśmy szczególną ostrożność i żaden krokus nie ucierpiał. Nie bez powodu zdecydowaliśmy się robić zdjęcia późnym popołudniem. Słońce, które jest wtedy bardzo nisko nad horyzontem daje światło, które nie jest możliwe do uzyskania o innej porze dnia.

 

 

 

 

 

Światłem malowane Tatry

Na sam zachód pojechaliśmy w okolicę Gubałówki, żeby podziwiać i fotografować nasze góry. Nie ma piękniejszego widoku niż Tatry o zachodzie słońca przy bezchmurnej pogodzie. Nie bez powodu mówi się, że promienie słońca malują fotografie. Szczyty Tatr zostały idealnie pokryte ciepłym, wieczornym światłem, które stworzyło doskonale komponujące się długie cienie. Twarze Magdy i Michała zostały oświetlone tak pięknie, że nie mogliśmy nie zrobić kilku portretów w tym właśnie miejscu. Magia!

 

 

 

Jeśli macie ochotę na zobaczenie innej sesji wykonywanej przeze mnie na Podhalu zapraszam do odwiedzenia wpisu na blogu ze zdjęciami Sabiny i Artura – jesienny plener w Tatrach

comments

Leave a reply