Jesienny plener ślubny

Nie lubiłem jesieni. Ta pora roku zwykle kojarzyła mi się z deszczem, zimnem,  ponurymi wieczorami i definitywnym pożegnaniem ciepłych dni lata.  Spędzaniem czasu w zaciszu ciepłego domu, gdy na zewnątrz „dujawica”. W tym roku zrozumiałem jednak ludzi, którym ta pora roku kojarzy się ze słońcem, radością, kolorowymi drzewami czy dźwiękiem kroków stawianych po szeleszczących suchych liściach. Tej jesieni dane mi było fotografować w warunkach, które zmieniły mój stosunek do tej pory roku. 🙂 Nadal nie lubię deszczu i zimna, jednak jesienne światło na plenerze ślubnym ma w sobie coś, czego nie znajdziemy w innym sezonie.

Niezawodne Pieniny

Opowiem Wam historię. Krótką. 🙂

Jako dziecko przynajmniej kilka razy w miesiącu odwiedzałem z rodzicami Krościenko nad Dunajcem i Szczawnicę. Szczególnie jesienią bywaliśmy tam regularnie. Nie bez powodu tak często wybieram teraz tamte okolice na plener ślubny dla moich par. Mam wrażenie, że jest to miejsce, w którym słońce świeci jaśniej, a trawa jest bardziej zielona niż gdziekolwiek indziej. 🙂

W każdym razie, z Ewą i Adrianem, wybraliśmy właśnie okolicę Szczawnicy żeby zrobić zdjęcia, które zostaną z nimi do końca życia, a ja zapamiętam, że jesień nie musi być szara, bura i ponura! 🙂

Jeśli wolicie wiosnę od jesieni to zapraszam na wiosenny plener pod tym linkiem: Sesja plenerowa