Karczma Koliba

wesele z dużą dawką pozytywnej energii

Jednak nie samo miejsce sprawiło, że ta energia tak dała mi się we znaki, choć myślę że karczma Koliba miała w tym swój skromny udział, a ludzie z którymi nadawałem na tych samych falach. Mowa o Karolinie i Konradzie, którzy od samego spotkania podczas podpisywania umowy sprawiali wrażenie pozytywnie zakręconych i nietuzinkowych :). Od samego początku wiedziałem, że będę mógł sobie pozwolić podczas tego zlecenia* na stworzenie reportażu kompletnie w moim stylu. Niepozowanego, ciekawego i „odjechanego” kadrowo. Tak też zrobiłem (tak mi się przynajmniej wydaje :D)

 

Znacie to uczucie gdy idziecie do pracy na pełnym luzie a czas mija Wam w zawrotnym tempie? Ja znam. Tak właśnie było w Kolibie, kościele, a wcześniej w mieszkaniu Karoliny i Konrada, które okazało się fantastycznie fotogeniczne :). Wiecie jak to jest jak wracacie po kilkunastu godzinach pracy zmęczeni do domu, ale uśmiech nie może Wam zejść z twarzy? A ja wiem! To sprawka tych wszystkich uśmiechniętych, roztańczonych i rozśpiewanych ludzi, którzy na prawdę dali czadu na tym weselu.

 

*Tak w ogóle to nie lubię tego określenia „zlecenie”. Wydaje mi się zbyt formalne. Ktoś ma pomysł jakim innym słowem można zastąpić ten termin?

Wesele prawie na szczycie, prawie wulkanu

Powiem Wam, że zadziwiają mnie miejsca, w których przychodzi mi fotografować wesela. W tym przypadku impreza (i to jaka!) odbyła się w karczmie wybudowanej na górze Wdżar. Mówią, że to wygasły wulkan, choć wikipedia wie swoje i mówi że dowodów na to nie ma. Ja tam nie wierzę wikipedii. Wulkan brzmi dobrze! 🙂 Karczma naprawdę ładna i jak najbardziej miło się w niej fotografowało. Smaczku całemu miejscu dodały dekoracje przygotowane przez parę młodą. Nigdy mi się tak dobrze nie odpoczywało na fotelu zrobionym ze słomy 🙂

Pogoda nas nie rozpieszczała. Było trochę mokro, trochę zimno, jednak ja widziałem w tym coś magicznego. Zza okna karczmy zobaczyć można było mgłę pnącą się ku szczytowi. Zza tej mlecznej zasłony pojawiały się od czasu do czasu wypasane owce. Koniecznie dotrwajcie do zdjęcia które to obrazuje. Myślę że warto! 🙂

Ahh i zapomniałem o jeszcze jednej rzeczy! W rankingu „Pierwszy taniec roku 2018” przyznaję specjalną nagrodę Karolinie i Konradowi za układ i muzykę, która wylądowała w mojej playliście w Spotify 🙂 Nagrodą jest to, że właśnie w tym wpisie jest najwięcej tekstu z dotychczasowych tegorocznych postów z reportażem ślubnym :).

Jeśli czujecie, że Wasza muzyka do pierwszego tańca ma szanse trafić na moją playlistę w Spotify to muszę to wesele sfotografować. Żebym mógł to zrobić koniecznie się ze mną skontaktujcie 🙂 KONTAKT